Seniorzy

Dariusz Dudek i Ireneusz Jeleń strzelali najlepiej na Stadionie Śląskim

1/10/2017 22:23

Stadion Śląski znowu żyje! W ciągu „Dnia Otwartego” ponad 80 tysięcy widzów przeszło przez kołowrotki i zobaczyło jak wygląda „Kocioł czarownic” po remoncie. Zwiedzanie rozpoczęło się o godzinie 10.00, bo wtedy otwarto bramy, a zakończyło się Sportową Lekcją Historii, podczas której Fundacja Reprezentacja Śląska Oldbojów przypomniała mecz sprzed niemal 60 lat.


20 października 1957 roku na Stadionie Śląskim Polska pokonała ZSRR 2:1, a dwie bramki zdobyte przez Gerarda Cieślika, przeszły na stałe do historii polskiego futbolu i obrosły legendą. Dla przypomnienia tamtych chwil byli piłkarze, ubrani w stroje rodem z tamtej epoki, wybiegli na murawę chorzowskiego giganta.

Obserwowani przez około 15 tysięcy widzów oldboje nie mieli jednak zamiaru trzymać się scenariusza potyczki, po której Cieślik został zniesiony z boiska na ramionach kibiców. Zagrali z ambicją i dostarczyli kibicom prawdziwych piłkarskich emocji. Już w 5 minucie pierwszego gola na wyremontowanym Stadionie Śląskim strzelił Artur Opeldus dobitką finalizując akcję „ZSRR”, a 3 minuty później wynik podwyższył Dariusz Dudek, wykorzystując sytuację sam na sam z bramkarzem "Polski".

Po drugiej stronie boiska Tomasz Rogala broniący w czapce z daszkiem, jak Lew Jaszyn z legendarnej drużyny radzieckiej, przez długi czas zachowywał czyste konto, aż wreszcie w 21 minucie pokonał go Ireneusz Jeleń, ustalając wynik pierwszej połowy (grano 2x30 minut).

W przerwie trenerzy Zdzisław Podedworny prowadzący biało-czerwonych oraz Antoni Piechniczek opiekujący się czerwonymi udzielali cennych wskazówek, które lepiej wykorzystali „goście”. Po faulu na Dariuszu Gęsiorze Janusz Bodzioch w 38 minucie wykorzystał rzut karny, a w 40 minucie Krzysztof Kmietowicz po zagraniu Dariusza Dudka dopełnił formalności i drużyna której zawodnicy grali z napisem „CCCP” na piersiach, prowadziła już 4:1. Nie miała jednak zamiaru na tym kończyć o czym świadczyło trafienie Dariusza Gęsiora, wychowanka Gerarda Cieślika. Natomiast po drugiej stronie boiska dopiero gdy Tomasz Rogala opuścił bramkę, ustępując miejsca Tomaszowi Murzynowi, napastnicy z orzełkiem na piersiach zaczęli odrabiać straty. Ireneusz Jeleń w 54 minucie wykorzystał rzut karny, a w 56 minucie zagrał do Adriana Sikory, który sprytnym lobem zmniejszył dystans do dwóch trafień.

Ostatnie ataki gospodarzy nie przyniosły już jednak goli, za to kontra zespołu „ZSRR” w ostatnich sekundach gry otworzyła Dariuszowi Dudkowi drogę do bramki i tym trafieniem „czerwoni” postawili pieczęć na zwycięstwie.

- Gerard Cieślik 60 lat temu strzelił dwa gole i mnie też ta sztuka się udała, ale problem w tym, że grałem z zespole „czerwonych” - mówi Dariusz Dudek. - Chociaż, to chyba nie problem... Cieszę się, że mogliśmy zagrać w takim meczu. Naprawdę było bardzo fajnie zagrać na tym stadionie i dla tych ludzi, którzy pamiętają historyczne wydarzenia z tego obiektu. A ja osobiście bardzo się cieszę, że mogłem zagrać w zespole prowadzonym przez Antoniego Piechniczka. Darzę tego trenera ogromnym szacunkiem. Miałem z nimi okazję spotkać się w szkole trenerów, gdzie był moim wykładowcą. Gdy marnowałem okazje strzeleckie trochę się obawiałem, że mnie po meczu mocno zgani, ale skończyło się tylko na żartobliwej uwadze, że nie można było Polakom za dużo nastrzelać. Nie ukrywam, że źle się czułem strzelając gole biało-czerwonym, ale po meczu wymieniłem się koszulką i mam na pamiątkę tę polską. Najważniejsze jest jednak to, że Stadion Śląski wraca do życia. Obiekt jest piękny i musi być wykorzystany. Mam nadzieję, że będą tu jeszcze nie jeden raz pełne trybuny i takie imprezy, o których będzie się mówiło na całym świecie. Obiekt jest rewelacyjny, a murawa przepiękna i na pewno będę na nią „zwalał winy” za niewykorzystane sytuacje.

- Strzeliłem wprawdzie „czerwonym” dwie bramki, ale nikt mnie po meczu tak jak 60-lat Gerarda Cieślika nie znosił na ramionach z boiska, bo przegraliśmy 3:6 – dodaje Ireneusz Jeleń. - Wynik się więc nie powtórzył, ale tym razem nie rezultat był najważniejszy. Liczyła się fajna zabawa w miejscu, który ma swoją niesamowitą historię. Ja też mam w niej swój mały udział, bo w 2006 roku, gdy przygotowywaliśmy się do wyjazdu na mistrzostwa świata w Niemczech zagrałem tu w przegranym 1:2 meczu z Kolumbią i strzeliłem gola. Jako kibic tu co prawda nie byłem, ale mam nadzieję, że nadrobię te zaległości, bo obiekt po remoncie wygląda bardzo ładnie. Ale ładnych obiektów mamy już w Polsce sporo, natomiast Stadion Śląski zawsze się kojarzy z tą niezwykłą atmosferą. Kibice dopingują tu w sposób niezwykły. Dlatego czekam, żeby to przeżyć na meczu reprezentacji Polski seniorów. Wiem, że już 7 października o godzinie 16.00 będzie tu mecz Polska – Białoruś w ramach turnieju eliminacyjnego Mistrzostw Europy U19 i na to spotkanie wybiera się spora grupa z mojego klubu. Ja jeszcze nie wiem czy uda mi się wyrwać z moich obowiązków, bo jestem prezesem klubu w Cieszynie, gdzie trenuje 300 dzieci w wieku od 3,5 lat do 15. W przyszłym sezonie będziemy chcieli się zgłosić do rozgrywek seniorskich i wtedy ja na pewno, jeżeli zdrowie dopisze, zagram jeszcze w barwach klubu, w którym się wychowałem.

- Z jednej strony jest to piękna zabawa, ale z drugiej strony obydwie drużyny bardzo serio podeszły do swoich obowiązków piłkarskich – wyjaśnia Antoni Piechniczek, nie ukrywając satysfakcji, że jego drużyna wygrała. - Moim cichym faworytem była „Polska”, która miała miała więcej reprezentantów Polski: Śrutwę, Gilewicza, Jelenia, Sikorę, Kosowskiego, ale okazało się, że zwyciężyła dojrzałość taktyczna ligowych rekordzistów z Surmą i Gęsiorem, którzy razem mają prawie 1000 występów w ekstraklasie. Zespół był dobrze poukładany, ale nie przeze mnie tylko przez ich wieloletnią grę w piłkę nożną. A jeżeli chodzi o stadion to mogę powiedzieć, że dla mnie jest imponujący. Robi olbrzymie wrażenie. Postanowiłem, że jeżeli przyjadą do mnie wnuki, bo nie wszystkie mieszkają na Śląsku, to ich będę tu przywoził, tak samo jak gości zagranicznych. Z największą dumą mogę im ten obiekt pokazać. Cieszę się, że jest to także nadal obiekt piłkarski. Z górnych pułapów też doskonale widać każdy fragment boiska. A dla zawodnika, mnie się wydaje, taki otwarty stadion z dużą przestrzenią, stanowi większą motywację i zachęca do gry indywidualnej. W sensie biegu z piłką, solowych rajdów, pokazania się. Stadiony kameralne sprzyjają krótkiej grze, a na tym obiekcie możemy wykorzystać atut gry długą piłką na wolne pole to możemy odnieść nie jeden sukces, zaskakując rywali. Moja reprezentacja ten atut wykorzystała i dwa razy z rzędu pojechaliśmy na mistrzostwa świata właśnie tu pieczętując awanse. Życzę moim następcom, żeby na tym obiekcie przeżyli to samo. A ja mówiąc o magii Stadionu Śląskiego wrócę jeszcze pamięcią do 1959 roku, kiedy to jako w eliminacjach do mistrzostw Europy gościliśmy tu Hiszpanię z takimi gwiazdami jak Di Stefano, Suarez i Gento, a u nas Pohl, Brychczy, Szymkowiak, Korynt, Woźniak. Byłem wtedy 17-letni juniorem, który mógł zobaczyć w akcji najlepszych wtedy piłkarzy świata i przekonać się, że nasi zawodnicy także są wspaniali. Takich właśnie meczów życzę odnowionemu Stadionowi Śląskiemu i wierzę, że znowu odżyje jego legenda.

Zdjęcia z meczu i stadionu można oglądać w galerii.

"Polska" – "ZSRR" 3:6 (1:2)
0:1 – Opeldus, 5 min
0:2 – Dudek, 8 min
1:2 – Jeleń, 21 min
1:3 – Bodzioch, 38 min (karny)
1:4 – Kmietowicz, 40 min
1:5 – Gęsior, 47 min
2:5 – Jeleń, 54 min (karny)
3:5 – Sikora, 56 min
3:6 – Dudek, 60 min
Sędziował Sebastian Jarzębak (Piekary Śląskie). Widzów 15000.
"POLSKA": Brzenk – Maciejowski, Goździcki, Adamski, Galeja – Grzyb, Toborek, Kosowski, Pikuta – Śrutwa, Gilewicz oraz Jeleń, Sikora, Dudziński. Trener Zdzisław PODEDWORNY.
"ZSRR": Rogala (47. Murzyn) – Cieńciała, Bodzioch, Mrozek, Smyła – Myszor, Surma, Gęsior, Opeldus – Bizacki, Dudek oraz Kmietowicz, Kieca, Gawenda, Nikodem. Trener Antoni PIECHNICZEK.