Seniorzy

Sebastian Stemplewski poprowadzi Sarmację Będzin

4/01/2018 19:52

Sosnowiczanin Sebastian Stemplewski trafił do Sarmacji Będzin. Długo jednak trwała ta niedaleka podróż. Przez ponad 7 lat był bowiem grającym trenerem Soły Oświęcim. Przejął oświęcimski zespół w klasie A trzy dni po 33 urodzinach, czyli 5 października 2010 roku jako szkoleniowiec tymczasowy.


- Do końca rundy jesiennej były trzy mecze – wspomina Sebastian Stemplewski. - Wygraliśmy wszystkie i wtedy działacze Soły zaproponowali mi, żebym kontynuował swoją pracę. Prowadziłem drużynę i grałem w niej ciesząc się podwójnie, bo jako trener i zawodnik świętowałem trzy kolejne awanse. Rok po roku wchodziliśmy bowiem na kolejny szczebel. Zatrzymaliśmy się w III lidze, w której jako beniaminek zajęliśmy drugie miejsce. W obecnym sezonie graliśmy w niej już piąty rok. Mówię, graliśmy, bo nagle wszystko się urwało i zespół przestał istnieć.

- Jak się pan o tym dowiedział?

- 20 grudnia rano doszły do mnie informacje, że nasz sponsor generalny zwolnił z pracy 400 osób. To był pierwszy zły sygnał. W południe odebrałem telefon, że o godzinie 18.00 jest zarząd i na nim zakomunikowano, że sponsor się wycofuje, a zawodnicy i trenerzy otrzymali ultimatum – dostaniemy wypłaty za grudzień jeżeli z ostatnim dniem 2017 roku rozwiążemy kontrakty. W ten sposób klub uniknął długów, ale my zostaliśmy na lodzie.

- Zabolało?

- To był jak cios w samo serce. Trudno to porównać, ale czułem się jak wtedy kiedy dwa razy w 2011 roku przeżywaliśmy w klubie żałobę, bo najpierw w wypadku samochodowym zginął kolega z drużyny Rafał Gałgan, a kilkanaście dni później nagle zmarł prezes Jacek Ciżbok. Dla nich wywalczyliśmy awans do okręgówki, a później przeżyłem w Sole wiele pięknych chwil. Najbardziej pamiętny mecz rozegraliśmy w Oświęcimiu, gdzie jako beniaminek III ligi 8 września 2013 roku podejmowaliśmy Granat Skarżysko-Kamienna. Przegrywaliśmy już 1:4, ale gdy wszedłem na boisko obraz gry się zmienił i zremisowaliśmy 4:4 z zespołem, który ostatecznie został mistrzem naszej grupy małopolsko-świętokrzyskiej. Niesamowite było też tegoroczne spotkanie z Motorem Lublin, bo 30 września pokonaliśmy u siebie mistrza półmetka aż 6:0! W tym meczu już jednak nie grałem. Ostatni mecz zaliczyłem 4 czerwca 2016 roku. Przed obecnym sezonem byłem jeszcze co prawda awaryjnie zgłoszony do rozgrywek, bo mieliśmy bardzo wąską kadrę i na wszelki wypadek wpisano mnie do kadry, ale na szczęście beze mnie potrafiliśmy na półmetku wywalczyć 8 miejsce. Dlatego żegnając się z oświęcimskim klubem zamykałem niezapomniany rozdział. Zapisywaliśmy w nim piękne chwile z paniami prezesami Kingą Mitoraj i Magdaleną Ciżbok, działaczem Piotrem Musiałem, kierownikami drużyny Przemysławem Spisakiem i Bartłomiejem Smolarkiem, asystentami Robertem Mioduszewskim i Rafałem Polańskim oraz sztabem medycznym z Mirosławem Zającem i Wiesławem Hałatem, a także z kibicami, którzy byli wymagający. Wszystko to trzeba było zostawić...

- Szybko pojawiła się nowa oferta?

- Od razu było kilka telefonów z pytaniami o to co się właściwie stało w Sole. Niektórzy pytali o zawodników. Inni proponowali pracę. Skorzystałem z oferty Sarmacji, która już wcześniej była zainteresowana zatrudnieniem mnie w Będzinie, ale możliwość pracy w III lidze była dla mnie wtedy priorytetem. Teraz się zgodziłem i 9 stycznia zamelduję się na pierwszym treningu czwartej drużyny w IV-ligowej tabeli.

- Ma pan gotowy zimowy plan przygotowań?

- Tak. Prawie wszystko jest już dopięte. Mamy dziesięć sparingów, jedyny pytajnik stawiam przy lutowym obozie dochodzeniowym, bo nie wiem czy uda się dograć wszystkie szczegóły.

- Sprowadzi pan ze sobą „oświęcimski zaciąg”?

- Wszystko zależy od tego jaką kadrę Sarmacji zastanę 9 stycznia, bo wiem, że są w niej zawodnicy, którzy noszą się z zamiarem znalezienie klubu bliżej domu. Z tego samego powodu do Sarmacji mogłoby przyjść kilku zawodników z Soły, bo Wojtek Bała jest wychowankiem będzińskiego klubu, Paweł Cygnar mieszka w Będzinie, a Marcin Drzymont w Sosnowcu. Jestem z nimi „na łączach”. Mateusz Gleń, Mateusz Wawoczny czy Dawid Gargasz, który jeszcze pół roku jest młodzieżowcem, mierzą w wyższą ligę i życzę im powodzenia. Ale gdyby się im nie powiodło to ja wiem na co ich stać i jeżeli tylko będzie taka możliwość chętnie skorzystam z ich umiejętności. Blisko jest też Wojtek Jamróz czy Dawid Wadas, ale o szczegółach będziemy mogli mówić dopiero wtedy gdy dowiem się ile wolnych miejsc mam w kadrze i na jakich pozycjach potrzebujemy wzmocnień.

- Jaki cel stawia pan przed sobą?

- Przychodzę z grupy małopolsko-lubelsko-podkarpacko-świętokrzyskiej i będę odkrywał nowy świat ale z drugiej strony ciągle mam wysokie ambicje i chciałbym znowu prowadzić drużynę w III lidze. Przez ten czas pracy w Sole, która była moim pierwszym trenerskim wyzwaniem, podnosiłem też swoje szkoleniowe kwalifikacje i teraz mam licencję UEFA A, z którą mogę pracować na szczeblu międzywojewódzkim, a po awansie z zespołem nawet mogę go prowadzić w II lidze. Ale żeby samemu wejść na szczebel centralny musiałbym zdobyć licencję UEFA PRO więc sporo jeszcze przede mną. Mam jednak dopiero 40 lat i spore ambicje. Zdaję sobie sprawę, że Sarmacja do rundy wiosennej przystąpi z 9-punktową stratą do lidera. W dodatku widziałem Szombierki czy Ruch Radzionków, a więc zespoły, które są przed nami, w sparingach, bo gdy prowadziłem Sołę grywaliśmy mecze kontrolne i wiem, że to mocni rywale. Sarmacja też jest jednak silna, a wierzę, że po dobrze przepracowanej zimie będzie jeszcze silniejsza i będziemy to chcieli udowodnić na boisku.