Kobiety

Prezes i trener UKS Gimnazjum Istebna Marcin Pudalik jest góralem z odzysku

9/04/2018 11:53

W trzecim meczu rundy wiosennej piłkarki UKS Gimnazjum Istebna sięgnęły po pierwsze w tym roku zwycięstwo.


Podopieczne Marcina Pudalika, w składzie: Bury – Bielesz, Czepczor, Dobosz, Janota, Kilian, Kubica, J. Legierska (30. Klimosz), E. Legierska, Pawlusińska, Polok (55. Musiał) wygrały wyjazdowy mecz z LKS Polonia Poraj 2:0, a na listę strzelczyń wpisały się: Czepczor w 20 minucie i Kubica w 59 minucie. To sygnał, że góralki nie rezygnują z walki o awans do II ligi, a taki cel postawił sobie i zespołowi ambitny, młody trener i prezes w jednej osobie.

- Pochodzę z Bytomia, ale tam mieszkałem 8 lat – mówi Marcin Pudalik. - Następnie rodzice przeprowadzili się w rodzinne strony mamy i z kandydata na Hanysa, bo tata jest Ślązakiem, zostałem „góralem z odzysku”.

- A w jaki sposób związał się pan z piłką nożną?

- Od razu po przeprowadzce zacząłem stawiać swoje pierwsze piłkarskie kroki w KP Trójwieś Istebna, w którym w 1996 roku powstał zespół seniorów, a od następnego roku działały grupy młodzieżowe. Od trampkarzy, przechodząc wszystkie kategorie wiekowe, doszedłem do seniorów, a mając 17 lat poszedłem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego Górnika Zabrze i trenowałem chodząc do jednej klasy razem z Sewerynem Kiełpinem, który obecnie gra w Wiśle Płock i Mateuszem Bukowcem, który jako 17-latek zadebiutował w Górniku Zabrze w ekstraklasie, a teraz gra w II lidze w Stali Stalowa Wola. Po roku wróciłem jednak do domu, bo nie mając szans wygrania rywalizacji o miejsce w bramce z Sewerynem Kiełpinem i Rafałem Krzyśką, który wyrósł na reprezentanta Polski w futsalu, postanowiłem wrócić do domu i w Istebnej kontynuować swoją bramkarską przygodę na poziomie klasy A.

- Jak długo trwała pana kariera?

- Zakończyłem boiskowe występy w 2010 roku, bo wtedy zerwałem więzadła krzyżowe i mogłem się już całkowicie poświęcić działalności w piłce. Z zawodu jestem nauczycielem wychowania fizycznego, absolwentem AWF Katowice oraz posiadam licencję trenera UEFA A, z pierwszego kursu zorganizowanego przez Śląski Związek Piłki Nożnej więc realizuję się jako organizator i szkoleniowiec. W 2007 roku zacząłem prowadzić grupy młodzieżowe chłopców w Istebnej, a od 2013 roku przerzuciłem się na futbol kobiecy i to mnie „pochłonęło”.

- Ma pan swój piłkarski występ, do którego najchętniej pan wraca wspomnieniami?

- Pamiętny mecz to na pewno spotkanie z czasów występów w Górniku Zabrze, gdy graliśmy z GKS Katowice o mistrzostwo Śląska i choć po pierwszej połowie przegrywaliśmy 0:3, wygraliśmy 4:3. A w Istebnej największym wydarzeniem był mecz z Górnikiem Zabrze. Na towarzyskie spotkanie przyszło ponad 2 tysiące ludzi i przeżycie było ogromne, bo mogliśmy się zmierzyć z grającymi w zabrzańskim zespole Tomaszem Hajtą czy Michałem Probierzem. Miałem wtedy 16 lat i to było dla mnie niesamowite wydarzenie.

- Z czego jest pan najbardziej dumny jako szkoleniowiec?

- Z wicemistrzostwa Polski z dziewczynami w 2015 roku w turnieju „Coca-Cola Cup” oraz czwartego miejsca w mistrzostwach Polski w futsalu, a także najbardziej cennego dla mnie występu w turnieju finałowym mistrzostw Polski do lat 18 w zeszłym roku. To najwyższa kategoria młodzieżowa w kobiecej piłce, a dla nas, mających w UKS Gimnazjum Istebna, tylko swoje wychowanki, ósme miejsce w kraju to naprawdę wielki sukces. Nasza miejscowość ma 12 tysięcy mieszkańców, a w gimnazjum jest w sumie około 200 dziewcząt. Z tego grona udało się wyszkolić 18 zawodniczek, które pokazały się na ogólnopolskiej arenie.

- Kto wybił się najbardziej?

- Największe uznanie zdobyła Joanna Czepczor, reprezentantka Polski, która w tym roku przygotowuje się do matury i zastanawiamy się co będzie dalej. My gramy w III lidze, a ona swoimi umiejętnościami znacznie przewyższa ten poziom. Co prawda organizacyjnie i finansowo przygotowani jesteśmy nawet na I ligę, ale żeby grać na zapleczu ekstraklasy to musielibyśmy wynajmować boisko. Na II ligę, o którą walczymy spełniamy warunki i dlatego awans jest naszym celem. Po rundzie jesiennej byliśmy na pierwszym miejscu w III-ligowej tabeli, ale wiosnę zaczynaliśmy od spotkań z rezerwami klubów z wyższej ligi i nasz pech polegał na tym, że TS ROW Rybnik przyjechał do nas praktycznie w najmocniejszym składzie pierwszej drużyny, bo w piłce kobiecej regulamin dopuszcza taką sytuację i przegraliśmy 0:2. W drugim meczu natomiast ten sam manewr zastosował klub z Wodzisławia, bo pierwsza drużyna w swojej lidze miała pauzę i zremisowaliśmy 2:2. Straciliśmy więc 5 punktów i spadliśmy na drugie miejsce, ale nasz cel się nie zmienia. Chcemy awansować i będziemy o niego walczyć. A nasz priorytet to rozwój szkółki młodzieżowej. W tym sezonie działają dwie grupy, czyli młodziczki i juniorki młodsze, a chcemy otworzyć jeszcze drużynę orliczek.

- Czy Istebna piłkarkami stoi?

- Działamy od niemal 5 lat i od momentu założenia jestem prezesem i trenerem, klubu któremu już sporo udało się zdobyć. Rozwijamy się z roku na rok i mam nadzieję, że nasz pierwszy mały jubileusz pięciolecia będziemy już świętować w II lidze. Mamy w sumie cztery zespoły, ale chłopięca piłka nożna też działa w Istebnej, bo jest APN Góral i ma sześć-siedem grup, bo działa w każdym roczniku. Między nami nie ma rywalizacji.

- Nauczyciel, trener, prezes. Jak pan na to znajduje czas?

- I działam jeszcze w Wydziale Piłki Kobiecej Ślaskiego Związku Piłki Nożnej. Na szczęście żona Ania wspiera mnie i jest bardzo cierpliwa oraz wyrozumiała. Mamy 2-letniego syna i choć nie będę go zmuszał, to bardzo bym się cieszył gdyby Paweł poszedł piłkarskim śladem. Na pewno może liczyć na moje wsparcie.