Życiorysy piłką pisane - Michał Świerczewski / 11.01.2017

Życiorysy piłką pisane - Michał Świerczewski

Prezes i właściciel stu procent akcji Rakowa Michał Świerczewski, w biznesie wystartował w 2002 roku otwierając stacjonarny sklep z komputerami, a w 2005 roku uruchomił sprzedaż internetową i 2 lata później mógł się pochwalić obrotami przekraczającymi milion złotych, a na pierwszy milion zysku pracował jeszcze kilka lat. Od 23 lutego 2016 roku stoi na czele częstochowskiego klubu i marzy o jego świetności, a kibice Rakowa wiążą z nim wielkie nadzieje.
- W moje życie Raków wpisał się w momencie awansu do ekstraklasy - wspomina Michał Świerczewski. - W 1994 roku, gdy byłem uczniem siódmej klasy szkoły podstawowej Raków z powodzeniem walczył o awans do ekstraklasy. Te emocje i ten sukces rozbudziły moje zainteresowania piłką nożna i rozpaliły sympatię do klubu. Od tego momentu wiernie kibicuję drużynie. W piłkę nigdy profesjonalnie nie grałem, ale teraz mogę powiedzieć, że zawodowo jestem związany z Rakowem, bo jestem właścicielem wszystkich akcji. Wymagało to oczywiście czasu, pracy i możliwości finansowych. Sporo lat więc od tamtego momentu pierwszego zauroczenia upłynęło, ale w dniu, w którym w 1998 roku spadaliśmy na drugi poziom rozgrywkowy obiecałem sobie, że kiedyś odbuduję ten klub i teraz wypełniam swoją obietnicę.
- Kiedy uznał pan, że nadszedł właśnie ten czas?
- Do pracy w klubie wciągnęli mnie Krzysiek Kołaczyk i Jurek Brzęczek, którzy 7 lat temu ruszyli na ratunek Rakowowi, ale powiem szczerze, że ich pierwsze podejście było dość nieudolne. Zamiast zachęcić wręcz mnie odstraszyli i zniechęcili, ale w końcu przekonali mnie i od momentu, w którym zostałem sponsorem coraz bardziej zarażałem się chęcią pomocy i finalnie doszło do tego, że zostałem jedynym właścicielem klubu i mam nadzieję, że długo tak pozostanie.
- Jakie ma pan plany na 2017 rok i marzenia na następne sezony?
- Pierwszy krok do przodu chcielibyśmy wykonać w ciągu najbliższego pół roku, czyli awansować do I ligi. A następnym wyzwaniem będzie awans do ekstraklasy i to wyzwaniem na znacznie bliższą przyszłość niż jubileusz 100-lecia klubu, bo do 2021 roku nie chcemy czekać. Przecież od 2008 roku cały czas jesteśmy w II lidze. Mam nadzieję, że w tym sezonie to się zmieni. Nie dopuszczam innej myśli. Inaczej nie będzie! Chociaż, jak wszyscy wiedzą, piłka nożna płata różne figle i pewne rzeczy są nie do przewidzenia. Często Jurek Brzęczek opowiadał mi historie, które uczą pokory. Tę pokorę mamy, ale jednocześnie mamy też pewność, że zrobiliśmy wszystko to co powinno się przekuć na sukces, czyli pierwszy mały krok w kierunku naszego celu.
- O tym samym mówił prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej Henryk Kula podczas gali jubileuszu 95-lecia Rakowa. Stwierdził, że w imieniu całej piłkarskiej rodziny śląskiej życzy awansu i nie wyobraża sobie innego scenariusza jak tego, że w czerwcu przyjedzie do Częstochowy z pucharem za mistrzostwo II ligi, a za dwa lata za awans do ekstraklasy. Podpisze się pan pod takim scenariuszem?
- Oczywiście. Jednocześnie dodam, że jubileusz uświadomił mi, że stoję na czele klubu, który zapisał wiele stron w historii polskiej piłki nożnej oraz wychował wielu zawodników grających w ekstraklasie i - jak podkreślił w swoim liście prezes PZPN Zbigniew Boniek - reprezentacji Polski. Dlatego pracując na sukcesy pierwszego zespołu i marząc o grze Rakowa w ekstraklasie zamierzamy także kontynuować tę pracę z młodzieżą, żeby jak najwięcej naszych wychowanków grało jak najwyżej i zasilało reprezentację Polski. Cieszę się, że na gali 95-lecia była taka duża frekwencja. Jubileusz był bowiem także znakomitą okazją do zaproszenia wszystkich, którzy brali udział w spotkaniu pokoleń, do budowy naszego klubu, do częstego odwiedzania naszego stadionu w rundzie wiosennej i także w następnych sezonach. Każda osoba deklarująca pomoc jest mile widziana. Mam nadzieję, że przy pomocy miasta, już przy oświetleniu, w lepszych warunkach i dużo lepszej atmosferze będziemy się cieszyć oglądając piłkarskie spotkania. Wiemy przecież doskonale, że jupitery powodują, że odbiór meczu jest zupełnie inny. Potwierdził to także Jacek Magiera, przyznając, że fajny stadion robi z meczu, który bez tej otoczki byłby przeciętny, prawdziwe widowisko. Na takie właśnie mecze czekamy i mam nadzieję, że wspólnie będziemy czerpać dużo frajdy z gry naszej drużyny.

[powrót]



Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce cookie » OK, zamykam