Raków był drugim domem Jacka Magiery / 09.01.2017

Raków był drugim domem Jacka Magiery

Jacka Magiery nikomu z kibiców w naszym kraju nie trzeba przedstawiać, a już na pewno nie trzeba tego robić kibicom Rakowa. Dość powiedzieć, że na gali 95-lecia częstochowskiego klubu autorytetem wychowanka jubilata w okolicznym wystąpieniu "podparł się" obecny prezes i właściciel Rakowa Michał Świerczewski. Ponadto w gratulacyjnym liście napisanym przez prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej Zbigniewa Bońka, a odczytanym przez prezesa śląskiego Związku Piłki Nożnej Henryka Kulę obecny szkoleniowiec Legii Warszawa został wymieniony wśród najbardziej znamienitych postaci polskiej piłki wywodzących się z rodziny "czerwono-niebieskich". Nic więc dziwnego, że gdy Jacek Magiera, dwukrotny mistrz Polski, zdobywca Pucharu Polski, zawodnik mający na koncie 233 mecze w ekstraklasie, a obecnie trener Legii Warszawa, odbierał złotą odznakę Śląskiego Związku Piłki Nożnej został nagrodzony gromkimi brawami.
- Czym dla Jacka Magiery jest Raków Częstochowa?
- Drugim domem - mówi Jacek Magiera. - Poza tym rodzinnym domem, który mnie ukształtował, klub był miejscem, w którym nauczyłem się dyscypliny, podejścia do pracy, gry, wartości, rywalizacji. Tu wypracowałem swój charakter. Dlatego z ogromną radością spotkałem się na gali 95-lecia z "rakowską rodziną". Rozmowa z tymi, których kiedyś się oglądało z trybun i z którymi się kiedyś grało na boisku to dla mnie wielka przyjemność. Naprawdę czuję się częścią tej wielopokoleniowej rodziny, bo są w niej i te młodsze ode mnie i te starsze niż ja roczniki, które tak samo mają Raków w sercu.
- Który z rakowskich dni pamięta pan najbardziej?
- Jestem wychowankiem tego klubu. Jako jego zawodnik grałem w reprezentacji Polski do lat 16, która w 1993 roku w Turcji wywalczyła mistrzostwo Europy i w tym samym roku występowała na mistrzostwach świata w Japonii. W nim także 18 marca 1995 roku jako 18-latek debiutowałem w ekstraklasie w zremisowanym u nas 0:0 meczu ze Stalą Mielec, a następnym meczu z mielczanami, na początku sezonu 1995/1996 strzeliłem pierwszego gola w ekstraklasie. Najbardziej utkwił mi jednak w pamięci nasz mecz na zakończenie sezonu 1994/1995 w Olsztynie ze Stomilem. Po rundzie jesiennej nikt nam nie dawał szans na utrzymanie, a mimo to walczyliśmy do końca. I w tym ostatnim meczu sezonu, 14 czerwca 1995 roku, po bramce, którą zdobył Krzysiek Stępień, wygraliśmy 1:0 i uratowaliśmy się przed spadkiem. Co prawda w 1997 roku zacząłem grę w Legii, w której osiągnąłem największe sukcesy sportowe i z którą, z krótkimi przerwami związany jestem do dzisiaj, ale mogę śmiało powiedzieć, że nie byłoby ich bez Rakowa.
- Czego życzy pan swojemu macierzystemu klubowi z okazji jubileuszu?
- Na najbliższych pięć lat życzę mu... stadionu, czyli miejsca które pozwoli iść w górę, bo bez tego nie da się ruszyć z miejsca. A na następne lata, życzę mu i pracującym w nim ludziom, żeby wychowywali kolejne pokolenia zawodników, dzięki którym klub się będzie rozwijał, grał w ekstraklasie i odnosił sukcesy.

[powrót]



Ta witryna korzysta z plików cookie. Możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach przeglądarki. Więcej informacji na ten temat znajdziesz w naszej Polityce cookie » OK, zamykam